Kurs nurkowy CMAS P2
styczeń 11, 2008
Tego dnia po raz pierwszy dopada mnie kryzys. W głowie kłębią się myśli: k..wa , za własne pieniądze skazywać się na taki los, może by tak zdezerterować, chyba się do tego nie nadaje, jak się nie utopię to zdechnę na zapalenie płuc i takie tam podobne
)). Ale twardym trza być nie miętkim
. Montujemy sprzęt, wskakujemy w niezbyt suche, ale za to bardzo zimne pianki i do wody. Na pierwszy ogień ćwiczenie, którego wiele osób się obawia: wychodzenie bez automatu. Zasady są proste – na 24metrach wyrzuca się w cholerę automat i pruje się ku powierzchni. Problem pojawia się w momencie, kiedy człowiek zaczyna kombinować: “przy zachowaniu logicznej (jak na warunki awaryjne) prędkości wynurzenie z 24 metrów powinno mi zająć ok. 1,5 minuty, ale na powierzchni ,statycznie, mogę wstrzymać powietrze maksymalnie na około minutę, a tu jeszcze, żeby nie nabawić się barotraumy płuc trzeba to powietrze cały czas wypuszczać!!!”. Jednak tym razem przychodzi nam z pomocą fizyka (wreszcie ktoś nam przychodzi z pomocą
). Kiedy wypluwam, nie bez dyskomfortu, swój automat i zaczynam poruszać się w kierunku powierzchni, cały czas pamiętając o wypuszczaniu powietrza, okazuje się, że im bliżej lustra wody, tym powietrze w moich płucach bardziej się rozpręża, sprawiając, że zupełnie nie czuję jego braku. Hamuję na głębokości 3 metrów mając poczucie, że mógłbym się wynurzać jeszcze bardzo długo. Niech żyje prawo Boyle – Marriotte !!!
To ćwiczenie nauczyło mnie jeszcze większej pokory dla nurkowania. Co prawda sytuacja, kiedy dwóch nurków ma jednocześnie uszkodzone jackety zdarza się niezwykle rzadko, to jednak nie można jej zupełnie wykluczyć . Na szczęście zawsze pozostaje jeszcze możliwość zrzucenia pasów balastowych. Po tych przeżyciach obiadek i herbata z cytryną w restauracji u Białej ( właścicielka ośrodka) smakują jak w Ritzu
Drugi nur to ćwiczenia z nawigacji. Najpierw Kazik wprowadza nas w zasady poruszania się za pomocą kompasu. Później dowiadujemy się jakie będzie nasze zadanie pod wodą: każde z nas ma do “wykreślenia” jakąś figurę geometryczną, mnie dostaje się kwadrat. Warto te ćwiczenia wykonać najpierw na powierzchni, co oczywiście robimy. Widok naszej trójki, z kompasami na rękach i z ręcznikami na głowach drepczących bezładnie po całej bazie budzi zdziwienie niezorientowanych wczasowiczów. No ale czas na praktykę. Z bojkami przywiązanymi do jacketów, na kilku metrach kręcimy figury. Kompas powoli staje się naszym przyjacielem
. Druga część tego nura to elementy tzw. prac podwodnych. Naszym zadaniem jest……..odszukanie i montaż pokrywy silnika zatopionego trabanta
. Przywódcą naszej grupy zostaje Ola, najsprawniej posługująca się kołowrotkiem. Kiedy dopływamy do “wraku” Ola mocuje linkę do trabanta i rozpoczynamy poszukiwania po okręgu . My wypatrujemy, Ola prowadzi. Niestety widoczność jest tak słaba (jest to również nasza zasługa), że odnalezienie pokrywy to jak poszukiwanie przejścia dla pieszych w centrum Hurghady (takie tam nie istnieją
). Efekt poszukiwań przemilczę, powiem tylko, że nasz Trener stanął jak zwykle na wysokości zadania i ćwiczenie zakończyło się szczęśliwie (głównie dla trabanta).
Entry Filed under: Adventure, Holiday, Holidays, Lifestyle, News, Photo, Travel, World, dive, diving, nurek, nurkowanie, scuba. Tagi: nurkowanie, nurek, dive, diving, scuba, Travel, Holidays, News, Lifestyle, Photo, Adventure, World, Holiday.
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed