Kurs nurkowy CMAS P2
styczeń 11, 2008
Synoptycy jeszcze kilka dni temu przewidywali upalny długi weekend. Niestety jak to zazwyczaj bywa mylili się, tylko dlaczego zawsze k..wa w tą złą stronę. No ale nic to, czas do wody. Na pierwszym nurkowaniu nasz mistrz ceremonii przewidział nie lada atrakcję: wyciąganie partnera na samych płetwach. Schodzimy na naszą ulubioną platformę na 24 metrach i zaczyna się jazda bez trzymanki. Wyciągamy się oczywiście parami. Najpierw spuszczamy powietrze z jacketów do zera, stajemy na platformie, a zadaniem “holującego” jest wyciągnięcie poszkodowanego nurka tylko za pomocą własnych płetw czyli kolokwialnie mówiąc “z buta”. Efekty tych prób całej naszej grupy są żenujące. Kiedy przychodzi godzina mojej próby, chwytam dziarsko Olę za pasy naramienne jacketu i staram się co sił w nogach odholować ją na powierzchnię. I co ? I…….nic
Cały czas stoimy na platformie. Kolejna próba, tym razem mocno zapierając się o deski platformy z całych sił wypycham Olę do góry i wachluję płetwami na maxa. Wznosimy się na kilka metrów ku górze, dostaję zadyszki, automat jest już bliski zalodzenia i z powrotem opadamy na platformę. Dramat. Próby wyciągnięcia mnie przez Piotra, z racji na moją fizjonomię (182 cm wzrostu i ponad 90 kg) też kończą się fiaskiem. Po wielu podejściach, wszyscy, równo zmordowani, kończymy ćwiczenie i wynurzamy się.
To ćwiczenie nauczyło mnie jeszcze większej pokory dla nurkowania. Co prawda sytuacja, kiedy dwóch nurków ma jednocześnie uszkodzone jackety zdarza się niezwykle rzadko, to jednak nie można jej zupełnie wykluczyć. Na szczęście zawsze pozostaje jeszcze możliwość zrzucenia pasów balastowych. Po tych przeżyciach obiadek i herbata z cytryną w restauracji u Białej (właścicielka ośrodka) smakują jak w Ritzu
Podczas drugiego nurkowania, naszym celem jest nauczenie się strzelania bojki. Początkowe wrażenie: łatwizna. Później okazuje się, że miałem rację, to było tylko wrażenie:) Po gruntownym omówieniu tematyki bojek, szpulek i kołowrotków na powierzchni czas na praktykę. Problemy zaczynają się już na samym początku: jak odpiąć ten cholerny kołowrotek, który tak łatwo przypinało się na powierzchni? Uff, udało się, teraz tylko przypiąć bojkę karabińczykiem do końca linki. Ale jak to zrobić w grubych rękawicach??? W międzyczasie misternie dopracowywana pływalność oczywiście bierze w łeb. No nic, czas na dmuchanie
bojki ma się rozumieć. Boja poszła w końcu w górę, niczym bomba na wyścigach konnych, więc może nie jest aż tak źle? Efekty naszych wysiłków: linki wszystkich kursantów elegancko splątane ze sobą w finezyjny wzór, a na powierzchni, zamiast dumnie sterczących, napompowanych na full bojek, smętnie leżące flaki
Oj, Kazik nie będzie zadowolony. I nie był, delikatnie to ujmując.
Entry Filed under: Adventure, Holiday, Holidays, Lifestyle, News, Photo, Travel, World, dive, diving, nurek, nurkowanie, scuba. Tagi: nurkowanie, nurek, dive, diving, scuba, Travel, Holidays, News, Lifestyle, Photo, Adventure, World, Holiday.
Trackback this post | Subscribe to the comments via RSS Feed